Kilku wkurwiających sytuacji…
1.Poczta i ścieżka rowerowa
Pewnego razu po powrocie do domu okazało się, że przybył listonosz gdy w domu nikogo nie było, no to zostawił awizo. Wsiadam na rower i jadę. Już po kilkunastu metrach jazdy jakiś debil stanął sobie na ścieżce rowerowej, zawalając całą trasę, to co? Mało miejsca mają na parkingach i drogach? Muszą jeszcze sobie urządzać je na jedynej w mieście ścieżce rowerowej! Dobra wyminąłem go, a raczej ich, i jadę dalej, dojechałem na pocztę, wchodzę a tam co widzę? kolejka aż do wyjścia, jedno okienko czynne a jakieś baby siedzą na zapleczu, łażą z kawą (herbatą?, rozmawiają sobie i mają W DUPIE to że ludzie się spieszą.
2. Rower i kierowcy aut.
Innym razem jadę sobie chodnikiem, wzdłuż ruchliwej ulicy, pod koniec której jest zwężenie chodnika bo coś budują, no to zwalniam bo idą jacyś piesi facet, babka i dziecko. Przepraszam ich i proszę by dali mi przejechać to debilka się zaczyna wydzierać i pierdoli coś, że mam ulicę i tam mam jeździć, dziecko się chcę posunąć to idiotka drze się by mnie nie puszczało. Poczekałem aż chodnik znów będzie szeroki i ich wyprzedziłem. Niektóre downy nie potrafią pojąć w swoim durnym łbie, że jazda po najbardziej ruchliwych ulicach może być niebezpieczna, szczególnie, że wielu kierowców myśli, że są panami ulic i wpierdalają się ci pod nos i mają rowerzystów W DUPIE!
3. Jak na razie ostatni temat- PKS
Jestem zmuszony codziennie jeździć gdzieś autobusem, rzadko kiedy zdarza się żeby przyjechały punktualnie, to się spóźni 20 minut, to przyjedzie o 5 minut za wcześnie, albo w ogóle kutas nie przyjedzie.
Sytuacje takie zdarzają się na porządku dziennym. Rzadko kiedy zdarza się by kierowca był miły, ktoś biegnie do autobusu on patrzy mu w twarz uśmiecha się i sru- zamyka mu drzwi centralnie przed ryjem i odjeżdża, kierowca albo jest zjebem, albo neutralny który wszystko olewa. Dziś czekam na autobus o numerze 32, spóźnia się 10 minut, w końcu gdy przyjechał to wsiadam do środka i czekam. Dojechałem do przystanku, wysiadam i patrzę na rozkład kiedy jedzie autobus który powinien zawieźć mnie do domu. Na rozkładzie widnieje, że autobus o numerze 111 jedzie za minutę- pytam jednego staruszka „Przepraszam! Czy 111 już jechał?”, on odpowiada: „Tak”. No trudno, idę piechotą, czekam na światłach, przechodzę na drugą stronę, a nagle przyuważyłem że mój autobus stoi na przystanku! Wracam się, biegnę, lecz on już zamknął. Stanął ma światłach i stoi, no to zapukałem do okna popatrzył się na mnie i pierdoli wszystko ma chuj wszystko W DUPIE!
I to by było na tyle. Wkurwiają mnie takie sytuacje. Dopiero co odkryłem tę stronę Pomaga się troszku wyładować. Pozdrawiam i pamiętajcie! JP- Jebać PKS! (teraz już Pierdolona Komunikacja Samochodowa).
Kilka sytuacji…
2011-07-08 23:4324
45
Ciekaw jestem czemu „nadmieniłeś” – dopiero co odkryłem tę stronę..
nie zdziwiłbym się gdybyś w kroku zamiast siusiała miał kuciapkę, zresztą mimo wszystko ja wiem, że ty masz kuciapkę (obojętnie co byś 'napisał’)
Masz rację z tymi kierowcami to można k..cy dostać. Zupełnie jakby mieli pasażerów gdzieś.
dziecko drogie ale to nie jest pks tylko komunikacja miejska..
Dokładnie masz rację! Ci pierdoleni kierowcy nie tylko z PKS, także z MZK są tacy chamscy, że to się w pale nie mieści.
Autobus czy tramwaj, który odjechał z przystanku wcale nie musi ci drzwi otwierać. To wiąże się jedynie z dobrą wola kierowcy. Miejscem do wsiadania jest przystanek
Tak wiem, to dokładnie jest KZK GOP, ale zapomniałem o tym jak pisałem, gdyż na wielu autobusach jest wielki napis „PKS Gliwice” czy jakoś tak.
Rozumiem że nie muszą mi otwierać, ale oni ci na przystanku potrafią przed nosem zamknąć. I i tak są chamscy, czasem nawet ryja drą, np. jak autobus jest pełny, i jak wsiadam przednimi drzwiami, dojeżdżam do przystanku i chcę wysiąść to mi cham tych drzwi nie otworzy :Bo te są do wsiadania!” i muszę przeciskać się przez tłum ludzi do tych drugich drzwi.
jakoś ja nigdy nie spotkałem się z sytuacją, ze mi drzwi „tylko do wsiadania” nie otworzył gdy chciałem wysiąść. Zacznij jeździć ze mną, będziesz miał więcej szczęścia